piątek, 31 stycznia 2020

"Kryształowe serca" - Augusta Docher

Autor: Augusta Docher 
Tytuł: Kryształowe serca
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 380
Ocena: 8/10

Jak dobrze znamy prawdę o sobie? Czy przeszłość bliskich nam osób nie skrywa jakichś tajemnic mających wpływ na naszą tożsamość a jednocześnie bezpieczeństwo i przyszłość? Nigdy nie wiadomo jakie sekrety może odkryć przed nami kolejny dzień. Kryształowe serca to opowieść będąca przykładem na to, że życie czasami odkrywa przed nami szokujące niespodzianki a wraz z nimi także niespodziewaną miłość. Czy powieść autorstwa Augusty Docher jest warta przeczytania? Zdecydowanie tak! Można z nią miło spędzić czas. Dajcie się zaskoczyć, gdyż nie jest to banalna powiastka, ale pełna zaskoczeń interesująca historia, napisana w profesjonalny sposób.

Okładka, którą widzicie powyżej prezentuje drugie wydanie tej książki. Czytałam ją po raz pierwszy, a co więcej - od tego tytułu zaczynam przygodę z powieściami Augusty Docher, gdyż wcześniej nie miałam jeszcze okazji przeczytać żadnej z napisanych przez nią książek. Po zapoznaniu się z recenzowaną książka podejrzewam, że zostanie ona jedną z moich ulubionych autorek.

Bohaterką powieści jest studentka o imieniu Fabiana, która dorabia do swojego budżetu jako fotomodelka. Kiedy ją poznajemy dziewczyna mieszka razem ze swoim chłopakiem, człowiekiem niewyzwalającyma ciepłych uczuć. Pewnego dnia, po ich rozstaniu Fabiana zostaje porwana i wywieziona do Francji. Nie wiadomo w jakim celu przetrzymuje ją w swojej willi pewien przystojny mężczyzna pochodzący z Kazachtanu. Jakie ma on zamiary wobec swojej ofiary? Nie od razu się tego dowiemy i to jest bardzo dobry zabieg zastosowany przez autorkę, podtrzymujący uwagę czytelników przez cały czas czytania powieści.

Miejsce akcji: W początkowych rozdziałach Polska. Na przykładzie samodzielnego życia Fabiany obserwujemy realia studenckiego życia oraz problemy finansowe i miłosne studentki. Jest to życiowe i bardzo realistyczne.  Protagonistka nie ma łatwego życia i już w pierwszych scenach możemy to odczuć. Można ją polubić. Autorka świetnie wykreowała każdą postać. 

Następnie akcja przenosi się do Francji do posiadłości Karima. Luksusowa willa to miejsce niemal jak z bajki. Za sprawą mężczyzny poznamy nie tylko uroki Francji, ale także Kazachstanu. Odbędziemy zagraniczną wycieczkę po niezwykłych krajach, podczas której poznamy niezwykłą historię Fabiany. Na pewno będziecie nią zdziwieni. 

Bohaterowie: Jak już wspominałam są wykreowani w bardzo ciekawy sposób. Fabiana nie drażni, nie denerwuje, okazuje ludzkie emocje, ulega ludzkim pragnieniom i to sprawia, że jest postacią realną. Osobiście chciałabym mieć taką przyjaciółkę. Karim zaś jest człowiekiem bogatym, ale skrzywdzonym przez los. Z nim związane są tajemnice o przeszłości Fabiany. Nie jest on bezwzględnym typem, ale mężczyzną z krwi i kości, którego naprawdę można pokochać. Niemałą rolę odgrywa w powieści także służba Karima i pewien starszy mężczyzna. I to była niesodzianka! Cicho, bo się wyda...

Autorka potrafi więc zaskoczyć. Przyznaję,  że nie spodziewałam się opisanego przez nią obrotu pewnych spraw. Pisze ona przyjemnym stylem, dzięki czemu powieść czyta się płynnie. Przedstawia nam sceny brutalne jak strzelaniny i morderstwa, ale także te romantyczne i namiętnie. Sceny erotyczne są opisane w piękny i niebanalny sposób. Początek jest nieco powolny, ale w późniejszych rozdziałach akcja nabiera tempa i nie pozwala wręcz złapać oddechu. Poza tym, jej opisy są tak realistyczne i nastrojowe, że na koniec historii uległam wzruszeniu. Oczarowało mnie zakończenie i za takie chwilę jestem wdzięczna każdemu autorowi. Nie wszystkim się to udaje, ale Augusta Docher to potrafi!

Kryształowe serca to opowieść o miłości zrodzonej z nienawiści. Autorka zabiera nas w niebezpieczny świat gangsterów i ich porachunków. Emocjonująco opisuje nam rodzące się uczucie pomiędzy głównymi bohaterami, powodując, że razem z nimi przeżywamy spotykające ich rozterki. Napisała niespodziewaną w swoim przebiegu, pełną uczuć i zaskakującąa opowieść o miłości, tajemnicach przeszłości i poszukiwaniu szczęścia w życiu. 

"Nie warto starać się za dwoje, zabiegać o wzajemność i pielęgnować własną, jednostronną miłość. To nigdy nie wychodzi, bo nie da się latać z jednym skrzydłem."

Jednak, czy na pewno jednostronną? Tego musicie dowiedzieć się sami! 

wtorek, 21 stycznia 2020

"O krok za daleko" - Harlan Coben

Autor: Harlan Coben
Tytuł: O krok za daleko 
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15 stycznia 2020
Liczba stron: 448
Ocena: 9/10

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że nazwisko autora jest mi bardzo dobrze znane,  ale już dawno nie czytałam napisanej przez niego książki, a nawet mogę napisać, iż bardzo, bardzo dawno temu. Cieszę się, że w końcu sobie o nim przypomniałam, bo jak można wywnioskować z mojej oceny jego ostatnio wydanej powieści pod tytułem O krok za daleko - jestem nią zachwycona. Co najbardziej mi się w niej podoba? Przyznam szczerze, że w jednym zdaniu trudno odpowiedzieć na to pytanie. Jednak na pierwszy plan wychodzi tu przede wszystkim umiejętność twórcy do zaskakiwania czytelnika i bardzo przystępny styl jego pisania. Przez tę historię się po prostu płynie a każdy zwrot akcji odbiera się niczym podmuch wiatru napędzający do tego, by jak najszybciej poznać ją całą. Trzeba przeczytać ostatnie jej zdanie, by mieć pewność, że to już naprawdę koniec jej fabularnych niespodzianek.

Chyba już każdy czytelnik w Polsce słyszał nazwisko autora i wie o tym, jaką popularnością cieszy się jego twórczość. Niestety na tę chwilę nie jestem w stanie przypomnieć sobie innych jego powieści, dlatego moja opinia nie jest pokierowana sentymentem do niego samego, gdyż można stwierdzić, że dopiero zaczynam przygodę z poznawaniem jego książek. Po przeczytaniu O krok za daleko czuję się do jej kontynuowania bardzo zachęcona. Z pewnością będę wielce zadowolona z tej decyzji. Jednak to się okaże w przyszłości...

Przechodząc do samej książki, a konkretnie do jej fabuły, warto zaznaczyć, że autor wybrał aktualne tematy na jej skonstruowanie, a są to przede wszystkim: uzależnienie od narkotyków, funkcjonowanie sekt, oraz pośrednio trudności w wychowywaniu potomstwa. Otóż, Simon jest ojcem trojga dzieci, z których najstarsza Paige popada w złe towarzystwo i staje się narkomanką. Pewnego dnia jej chłopak zostaje zamordowany a dziewczyna zanika. Czy ojcu uda się ją odnaleźć? Myślę, że nie przesadzę jeśli stwierdzę, że Coben jest mistrzem tworzenia historii o niespodziewanym przebiegu. Im bliżej końca, tym pojawia się w tej powieści coraz więcej zaskakujących faktów. I to jest niesamowite. Kiedy myślisz, że wszystko już wiesz i cała sprawa została wyjaśniona, nagle dowiadujesz się czegoś nowego, zupełnie nieświadomego. Zatem, jeśli lubicie kryminały skonstruowane w ten właśnie sposób to z pewnością ta historia się wam bardzo spodoba. Tak jak mi.

Polubiłam także styl, którym posługuje się autor. Pisze prostym, współczesnym językiem. Jego dialogi są spójne, czyta się je przyjemnie. Pomiędzy zdaniami wtrąca ciekawe przemyślenia dotyczące różnych kwestii. W przypadku tej historii jest to na przekład: adopcja i wiara w Boga. Bohaterowie O krok za daleko są ludźmi z krwi i kości, są realistyczni i nietrudno się z nimi zżyć. Ich historia łatwo angażuje i sprawia, że niechętnie odkładamy książkę, gdy wzywają codzienne obowiązki.

Każda postać jest tajemnicza i charakterystyczna. Ojciec Paige odgrywa tu największą rolę i możemy obserwować jego rozterki oraz wyrzuty sumienia związane z losem jego córki. Czy on przyczynił się do tego? I w jakim stopniu? Korzenie i sposób wychowania mają wpływ na decyzje potomstwa, czy jednak nie? Wiele przemyśleń nasuwa się podczas czytania tej historii. Inicjuje je sam protagonista, ale my jako czytelnicy możemy je łatwo odnieść do prawdziwego życia a nawet swoich doświadczeń. Ta powieść nie pozostawała mi obojętna na żadnym etapie jej czytania. W żadnym momencie nie czułam się nią znudzona. Jedyny mankament, małoznaczący - co chcę tutaj zaznaczyć - to naiwność niektórych rozwiązań. Chwilami trudno było mi uwierzyć w pewne sytuacje, ale szybko te myśli zostawały zażegnane i nie miały istotnego wpływu na ogólny odbiór powieści. Krótko pisząc: podobała mi się cała historia i czytało się ją po prostu bardzo dobrze oraz przyjemnie.

O krok za daleko to wciągająca historia, zadziwiająca swoim zakończeniem. Porusza ważne tematy i zachęca do refleksji związanych z przyczynami zejścia na złą drogę przez młodzież. To także pełna napięcia opowieść o ojcu poszukującym swojej córki i pragnącym zwyczajnego rodzinnego szczęścia. Czy jego marzenie się spełni? Nic nie jest nigdy przesądzone a każdy skrywa tajemnice, których odkrycie nie zawsze jest pożądane. Bo czasami lepiej wiedzieć mniej...

"W życiu jest niewiele chwil prawdziwego szczęścia. Przeważnie nie zdajesz sobie sprawy, że je przeżywasz, dopóki nie przeminą."


poniedziałek, 6 stycznia 2020

"Artek i bardzo długi tydzień" - Magdalena Zarębska


Tytuł: Artek i bardzo długi tydzień
Autor: Magdalena Zarębska
Ilustrator: Katarzyna Nowowiejska
Seria: Mój mały świat
Wydawnictwo: Skrzat
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 104
Wiek: 3+
Ocena: 7/10


Mamę i dziecko łączy niepowtarzalna więź, którą trzeba stale pielęgnować, aby wraz z upływem czasu nie znikła i nie pozostała tylko odległym wspomnieniem. Oczywiście każda mama potrzebuje także chwili dla siebie, między innymi po to, aby zadbać o własne zdrowie. Zatem czasami występuje potrzeba, by zostawić swoje dzieci na nieco dłużej niż kilka godzin w ciągu dnia. Tydzień bez mamy dla dziecka to zapewne coś przerażającego. W takiej sytuacji znalazł się bohater opowieści autorstwa Małgorzaty Zarębskiej. Jak Artek poradził sobie bez obecności swojej rodzicielki przez siedem dni z rzędu? Nie było to wcale - dla niego i jego najbliższych - takie łatwe zadanie. Jednak wszyscy oni wynieśli z niego wiele cennych lekcji i przekonali się, że można odnaleźć się w każdej sytuacji (oczywiście nie unikając przy tym drobnych potknięć, które zdarzają się każdemu), jeśli podejdzie się do tego jako zgrany zespół.

Jako mama dwóch synów z doświadczenia znam smutek związany z rozstaniem z nimi na dłuższy czas. Jak do tej pory nie zdarzyło się jeszcze, że musiałam ich zostawić na cały tydzień, ale w przyszłości taka sytuacja może zaistnieć. Byłam bardzo ciekawa jak Artek, jego młodszy brat - Seba oraz ich tata przetrwają ten czas bez mamy. Dla taty to też była próba przetrwania, podbarwiona humorem, ale także zdezorientowaniem i nerwowością. Z historii, która im się przytrafiła można uzyskać kilka cennych wskazówek na temat radzenia sobie z codziennością, gdy zabraknie w niej mamy, chociażby na jeden tydzień. Wskazuje także na to, że inni członkowie rodziny są równie ważni i mają swoje zalety oraz mocne strony. Oczywiście nikogo nie da się zastąpić, ale tata też może być świetnym kompanem, nawet jeśli nie wszystko mu się udaje, tak jak należy i zbyt często o czymś zapomina. Mama i tata bowiem mają taką samą rolę w wychowywaniu dzieci, jednak często środki, po które sięgają w tym celu są diametralnie różne. 
"Wszędzie, w każdym mieszkaniu była jakaś mama.
Czasem grubsza, czasem chudsza.
Z krótkimi albo z długimi włosami. 
W sukience albo w spodniach.
A wszystkie czymś się zajmowały.
Zmywały naczynia, jadły kolację, oglądały telewizję albo czytały książki.
Najwięcej jednak mam rozmawiało ze swoimi dziećmi." 

Mama Artka musi udać się do szpitala, dlatego całkowitą opiekę nad nim oraz nad jego młodszym bratem będzie sprawował ich tata. To będzie czas pełen nowych doświadczeń, które wniosą w życie rodziny wiele cennych rad, jak postępować w różnych sytuacjach. Możemy zaobserwować jak chłopiec czuje się osamotniony bez obecności mamy. Zauważymy także, że wykonywanie wszystkich obowiązków domowych dla taty jest niełatwym zadaniem. Nie potrafi on zadbać o wszystko tak, jak mama. W życie bohaterów wkrada się wiele nerwowych sytuacji, które jednak udaje im się zażegnać. Autorka w sposób realistyczny przedstawiła niemal wszystkie wydarzenia, co pozwala odnieść je do własnych przeżyć i postawić się na miejscu głównych bohaterów.


Książka w twardej okładce prezentuje się naprawdę pięknie. Ilustracji nie jest w niej za wiele, ale robią one pozytywne wrażenie. Dodatkowym atutem jest końcowe podsumowanie opowieści i wyjaśnienie czytelnikom, co na przyszłość z tego doświadczenia wyniósł Artek. Rozdziały są krótkie i stanowią chronologiczny ciąg czasowy, co ułatwia najmłodszym zrozumieć przesłania wynikające z całej opowieści. Niektóre jej sceny sprawiają wrażenie odrobinkę przekoloryzowanych i w fabułę wkrada się nieco nieścisłości. Otóż, tata zostawia starszego syna samego na placu zabaw przed sklepem a w późniejszym rozdziale Artek informuje babcię, że rodzice nigdy tak nie postępują - i wcale nie było to zamierzone przez niego kłamstwo. Pomimo tego drobnego niuansu historia jest ciekawa, zabawna i przede wszystkim wartościowa.







Artek i bardzo długi tydzień to opowieść poruszająca ważny temat z perspektywy dzieci, dotycząca radzenia sobie z codziennością w czasie, kiedy z jakiegoś powodu zabraknie w niej mamy. Ponadto, podkreśla znaczenie nawiązywania relacji z innymi członkami rodziny oraz konieczność wykonywania badań lekarskich. Tego wszystkiego dowiedzą się wasze maluchy po lekturze tej przyjemnej w odbiorze książki.

https://www.skrzat.com.pl/index.php?p1=pozycja&id=2241&tytul=Artek-i-bardzo-d%C5%82ugi-tydzie%C5%84

wtorek, 17 grudnia 2019

Poznajcie... Alorę (1.0)


Jestem Alora, wojowniczka z okrutną przeszłością. Do dziś nie wiem, w jaki sposób podniosłam się z kolan po tym, co mnie spotkało. Nienawidzę mężczyzn i to definiuje sens mojego istnienia. Moim celem jest pozbawienie ich wszelkiej przyjemności. Większość życia, które wiodłam było kłamstwem. Jednak odkryłam prawdę. Prawdę, która mnie wykreowała. To właśnie ona sprawiła, że jestem tym, kim jestem a więc obrończynią niewinności i nauczycielką odwagi. Chronię porzuconych i uczę ich pewności siebie oraz bronienia własnego ja przed Złomianami - niszczycielami szczęścia i wewnętrznego piękna.

Pochodzę z Miranu - krainy, która słynie z najpotężniejszego wojska w całym Wszechświecie. Moim ojcem jest jej przywódca. Phy.. samo jego wspomnienie wywołuje u mnie wstręt, czuję cuchnący oddech zakrapiany dzień w dzień gorzałą. Przed oczami mam jego obskurne lice, a w uszach słyszę gburowaty śmiech i sprośne odzywki poddanych. To oni, z ojcem na czele zmienili moje dzieciństwo w koszmar. Byłam ich zabawką. Nie mogłam tego zrozumieć. Później odkryłam prawdę. Byłam jednym z niewinnych... dziatków porwanych przez armię i szkolnych na potrzeby wojska. Myśleli, że jestem chłopcem, ale ta pomyłka ich nie zraziła, wykorzystali mnie do innych celów...

Po latach cierpienia - pełna determinacji i dzięki pomocy Irminy - mojej cichej wybawicielki, wyrwałam się z ich szponów i teraz walczę przeciwko nim broniąc młodocianych chłopców przed porwaniem, a kobiety ucząc samoobrony, by nie spotkał ich podobny los. Zrzuciłam wstrętne szaty, przywdziewając bambusowy gorset, który dodaje mi kobiecości, bo czasem trzeba zwabić przeciwnika. Noszę spódnicę z lnu i trzewiki wiązane na kostkach. Wyglądam raczej przyjacielsko, ale pozory mylą...

Obronię każde niewinne dziecko i każdą bezbronną kobietę. To jest moje przeznaczenie, to moja misja i moje posłanie. 

Czy chcecie poznać mnie bliżej?

poniedziałek, 18 listopada 2019

"Pamiętnik tłumacza" - Gregory Spis

Autor: Gregory Spis
Tytuł: Pamiętnik tłumacza 
Wydawnictwo: Meridian Publishing
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 260
Ocena: 5/10

O pewnych sprawach trudno jest mówić wprost, zwłaszcza jeśli dotyczą one własnej pracy, a konkretnie krytyki szefostwa oraz indywidualnego stosunku do religii chrześcijańskiej. Muszę zgodzić się z tym, że ta druga kwestia wywołuje wiele emocji i naprawdę w tym przypadku niełatwo czytelnikowo zachować bezstronność. Decydując się na przeczytanie książki poruszającej te oba zagadnienia, trzeba niekiedy podejść z dystansem do przekonań autora i tego, co w niej pisze. Po Pamiętnik tłumacza sięgnęłam, gdyż zachęciło mnie do tego kabaretowe podejście autora do korporacyjnego świata. Czy jednak było ono na tyle dobre, by cała lektura pochłonęła mnie na długie godziny? Niestety nie do końca właśnie tak było. No cóż nie wszystko dobra jest dla każdego, nie zniechęcam jednak do obejścia tego tytułu szerokim łukiem, bo ma ona swoją wartość. Jaką? Czytajcie dalej.

Z samym Gregorym Spisem miałam okazję wymienić kilka wiadomości i okazał się on bardzo przyjemną oraz kontaktową osobą. Jednakże z jego książką nie potafiłam nawiązać aż tak dobrego kontaktu. Bardzo długo ją czytałam, ale chciałam dobrnąć do końca, by móc napisać rzetelną i przede wszystkim subiektywną recenzję. Niestety książka nie przypadła mi zbytnio do gustu. Oczywiście było w niej naprawdę kilka dobrych momentów i całą opowieść uważam za oryginalny literacki wytwór. Może brak mi dojrzałości, by czerpać korzyści i przyjemność z poznania takiego świata przedstawionego. Nie jest ona bowiem dobrą propozycją dla każdego. Żeby ją zrozumieć i przyjąć trzeba mieć spore poczucie humoru i wspominany na początku dystans do pewnych spraw. Co zatem w Pamiętniku tłumacza podobało mi się najbardziej a co w ogóle do mnie nie trafiło?

Bohater jest tłumaczem pracującym we włoskiej firmie Fiat. Na ponad dwustu stronach poznajemy jego życie zawodowe, prywatne i erotyczne, a także jego stosunek do wiary. Poznamy też korporacyjne sztuczki jego zwierzchników, między innymi w szukaniu oszczędności. Razem z bohaterem wyruszymy na podbój klubów i barów oraz odwiedzimy jego sypialnię. Zapoznamy się z jego kochankami, ale także wysoką inteligencją. Podróż po jego życiu byłaby ciekawa, gdyby jej opisy były bardziej plastyczne, gdybyśmy więcej jego przemyśleń poznali z dialogów a nie w głównej mierze z niekończącego się monologu protagonisty. Najbardziej podobały mi się pojedyncze sceny, te niezwykle humorystyczne z dużą nutą ironii oraz realizmu. Autor nie boi się prawdy, nikogo nie oszczędza, jest bezpośredni i szczery. Za to należą mu się brawa.

"FAP, czyli Fikcja a Prawda w rzeczywistości, jaką jest 
Polska, to temat rzeka. Na co dzień Fikcja i Prawda kłóciły się ze sobą jak dwie dziwki przy fiatowskiej latarni
gdzie oczywiście zawsze było najciemniej. Prawda, jako 
dziwka z klasą, miała oczywiście większe powodzenie. 
Fikcja, stara pomarszczona pudernica, była w stanie 
wydrapać pazurami oczy Prawdzie, byle się utrzymać 
przy korycie. (...)"

Książkę czytałam w wersji cyfrowej, co u mnie bywa rzadkością. Może to także miało pewien wpływ na to, że nie potrafiłam zaangażować się w zwierzenia głównego bohatera. Niemniej jednak za ciekawy uważam oryginalny styl autora, który używa wielu neologizmów. Tak naprawdę cała treść książki się na nich opiera. Niech nie zwiedzie Was także tytuł, bowiem Pamiętnik nie jest pamiętnikiem w formie wydania, a tylko w przekazie treści. Mamy tu zwykłe rozdziały bez dat i notatek charakterystycznych dla tytułowej formy literackiej. Pomimo wszystkich zauważonych przeze mnie niedoskonałości to książka ważna, która może być inspiracją do otworzenia się na prawdę. Chciałabym, aby autor w kolejnej powieści przemówił wprost do mnie, językiem bardziej przystępnym, bo wkrada się tu zbyt wiele zawiłości, przez co traciłam zainteresowanie danym wątkiem. Oczywiście to, że na mnie jego dzieło nie zrobiło w pełni pozytywnego wrażenia nie oznacza, że jest złe. Nie jestem krytykiem literackim, wyrażam tylko swoją subiektywną opinię. Zachęcam do wyrobienia sobie własnej, bowiem nigdzie w jednym miejscu nie znajdziecie tyle prawdy, dystansu do samego siebie, trafnej ironii i humoru. To doceniam tu najbardziej.

Pamiętnik tłumacza to książka inna niż wszystkie. Opowiada całą prawdę o machinie korporacyjnej w środowisku pracy tłumacza. Prywatne sprawy jej bohatera nadają całości nieco pikanterii. Niewybredny humor da się odczuć na niemal każdej stronie. Chociaż styl autora okazuje się w przeważającej części ciężkostrawny, warto dać jej szansę, jeśli ktoś lubi bezwzględną szczerość i oryginalność. 

Owocnym zdaniem: Czas otworzyć się na prawdę, niczego nie ukrywać i przyjmować rzeczywistość taką, jaka jest - koniec z zakłamaniem.

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję autorowi - Gregory Spis.

sobota, 9 listopada 2019

"Przedszkole pani Matyldy. Zosia i złote serce" - Aneta Grabowska


Autor: Aneta Grabowska
Tytuł: Przedszkole pani Matyldy. Zosia i złote serce
Wydawnictwo: Skrzat
Rok Wydania: 2019
Liczba stron: 64
Ocena: 9/10


Do tego, że czytanie książek ma same zalety, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Każda dobra publikacja ma w sobie niemałą wartość i przekazuje swoim odbiorcom cenne informacje. Przedszkole pani Matyldy. Zosia i złote serce należy do tej zacnej grupy literackiej. Niektórzy rodzice wiedzą, jak trudno czasami zachęcić swoją pociechę do przeczytania chociażby najkrótszego opowiadania. Sądzę więc, że autorzy książek dla dzieci zawsze mają przed sobą wielkie wyzwanie i stoją przed najsurowszymi ocenami, bo pochodzącymi od dzieci, które nie boją się bezpośredniości. Muszą zatem mieć naprawdę świetny pomysł nie tylko na samą fabułę, ale także jej przedstawienie najmłodszym. Dodatkowo niejednokrotnie pragną - tak jak autorka Przedszkola... przemycić w nich ważne elementy nauki - w tym przypadku istotę niejednoznaczności słów, fachowo - związków frazeologicznych. Czy autorce udało się połączyć ciekawe historyjki z wiadomościami z tego działu języka polskiego? Zdecydowanie tak! Co więcej potrafią nawet u osoby zazwyczaj stroniącej od książek wykrzesać więcej niż odrobinę zainteresowania! No cóż, tutaj już nie potrzeba komentarza... 

Otóż, nie każde dziecko lubi czytać, czy też słuchać różnych historyjek na dobranoc. Jednak ich rodzicom nie wolno się poddawać i mimo wszystko należy poświęcać temu zajęciu co najmniej dwadzieścia minut dziennie. Może z czasem wejść to w nawyk pociechy i już nie będzie ona wyobrażała sobie dnia bez książeczki. Czy zatem jest recepta na idealną opowieść dla dzieci? Raczej nie, ale warto, by zawierała składnik w postaci dobrego humoru. Śmiech zawsze nastraja pozytywnie. Zabawnych scen nie brakuje w recenzowanym opowiadaniu. Moja bratanica i starszy syn chętnie wsłuchiwali się w przygody grupy przedszkolnej pani Matyldy. Nie ma im się co dziwić, ponieważ są one naprawdę ciekawe. Nie działają usypiającą, ale wręcz przeciwnie - momentami niczym czekolada uwalniają endorfiny, byśmy mogli poczuć się wesoło, nawet gdy okoliczności, czy też pogoda za oknem, do tego nie nastrajają. 

Poznajcie zatem ośmioro maluchów i ich przedszkolną opiekunkę - tytułową panią Matyldę. W siedmiu rozdziałach tej książki czeka  na was mnóstwo zabawy. Nie zabraknie tu także ważnych informacji, także o relacjach międzyludzkich. Za pomocą sytuacji, które spotykają naszych młodych bohaterów, poznajemy ukryte znaczenie związków frazeologicznych. Jak wiadomo, dzieci wszystko biorą dosłownie, zatem nie zdziwcie się, jeśli okaże się, że słysząc stwierdzenie "tu jest pies pogrzebany", zaczną martwić się losem zmarłego - w ich mniemaniu - czworonoga. Pomysł na fabułę jest bardzo oryginalny a jej poprowadzenie udało się znakomicie. Każda postać ma swój indywidualny, wyrazisty charakterek. Autorka przedstawiła ich nam bliżej, co jest bardzo ważne, ponieważ dzięki temu można lepiej się z nimi poznać i do nich ustosunkować. O pani Matyldzie również dowiadujemy się ważnych faktów, z  których wywnioskujemy, że z pewnością wszyscy uczniowie chcieliby mieć taką przedszkolankę. Książka nie jest zbyt długa, co uważam za plus. W tych kilku rozdziałach dzieje się naprawdę wiele a podczas ich czytania nie wieje nudą z żadnej strony. Ma ona ponadto wartościowy przekaz dla dzieci, przykładowo - dowiedzą się one, jak poradzić sobie ze smutkiem. Uniwersalna i przystępna treść zachwyca nawet dorosłego.



Wydanie w twardej połyskującej oprawie robi bardzo dobre wrażenie. Książka jest po prostu piękna i urocza. Zaglądając do jej środka możemy tylko potwierdzić nasze pierwsze myśli - zarówno  kolorowe, zabawne i nienachalne ilustracje oraz sam układ treści prezentują się nienagannie. Dodatkowo wprowadzono "Słowniczek pani Matyldy", w ktorym niemal po każdym rozdziale, dowiadujemy sie ciekawych informacji, zwłaszcza o znaczeniu związków frazeologicznych. Calość jest przemyślana w każdym calu, jeżeli chodzi o tekst i wydanie - to niesamowita i jedyna w swoim rodzaju książecza dla maluchów, ale także tych nieco starszych dzieci.



Przedszkole pani Matyldy. Zosia i złote serce to wyróżniająca się oryginalnym pomysłem książka dla najmłodszych, z którą bardzo łatwo się zintegrować. Jeśli wasze pociechy lubią niebanalne, krótkie i zabawne opowieści, to z pewnością spodoba im się właśnie ta książeczka. To wartościowa i przyjemna lektura. 

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Dominice Smoleń i wydawnictwu Skrzat

niedziela, 25 sierpnia 2019

"Zanim zawieje wiatr" - Katarzyna Wójcik

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Gatunek: fantastyka 
Liczba stron: 656
Data premiery: 09.07.2018
Moja ocena: 5+/10

Recenzja pierwotnie ukazała się na portalu Popbookownik.

Wyznaczając sobie zadanie do wykonania, nigdy nie wiemy, co lub kto spotka nas na drodze ku jego realizacji. Jedno jest pewne – potrafimy znieść wiele, by osiągnąć cel. Nawet towarzystwo nielubianych i irytujących osób, bo kiedy niebezpieczeństwo czyha tuż za rogiem, trzeba porzucić negatywne emocje i uczucia, pozbywając się ich ze swojej podświadomości. Tworząc drużynę mamy większe szansę, by zwyciężyć. Jednak nie należy porzucać czujności i bezgranicznie ufać innym, gdyż każdy ostatecznie myśli tylko o własnych korzyściach a egoizm wpisany jest w ludzką naturę. Przygody bohaterów powieści Katarzyny Wójcik, Zanim zawieje wiatr, są tego idealnym przykładem.
Z debiutami tak już jest, że nigdy nie wiadomo, w jakim stylu są napisane. Muszę przyznać, że ja lubię dawać szansę takim nowościom. Czasami można się mile zaskoczyć i trafić na naprawdę dobrą lekturę. Kolejnym razem okaże się, że nie było warto ryzykować. Jednak zawsze powinno się samemu o tym przekonać. Mnie bardzo zainteresował opis książki, który dawał nadzieję na pełną intryg historię. Niestety po jej przeczytaniu okazało się, że nie jestem nią ani zachwycona, ani znudzona.
Świat Czterech Krain
Początkowe wydarzenia nie były dla mnie zbyt zachęcające i trochę czułam się nimi znużona. Bałam się, że tak będzie dalej – długie, skomplikowane opisy rozpraszały moją uwagę i wymagały skupienia. Jednak dalej było coraz lepiej – w końcu autorka musiała jakoś wprowadzić czytelnika w całą opowieść. Z każdą kolejną stroną rozbudza ona jego ciekawość a poznawane stopniowo postacie zapoznają go ze stworzonym przez nią fantastycznym światem. Poszczególne rozdziały dotyczą innego bohatera, co ułatwia odnalezienie się w tej obszernej rzeczywistości, opisanej na ponad sześciuset stronach.
Poznajemy w niej kilku głównych bohaterów – Nieznajomego, Yuna, Minę i Garetta, którzy znaleźli się na tej samej drodze poprzez postawienie przed sobą osiagnięcia identycznego celu. Każdy z nich wyrusza w wędrówkę po Czterech Krainach, by zdobyć cenne dla nich kamienie, których znaczenie ma historyczne korzenie. Los stawia ich w tym samym miejscu. Jednak pomimo tego, że podróżują razem, nie darzą się zbytnią sympatią, a własne towarzystwo traktują niechętnie. Chcąc osiągnąć swoje cele, muszą działać wspólnie, gdyż czyhają na nich karykaturalne stworzenia o potężnej sile, z którymi w pojedynkę sobie nie poradzą. Pomimo wspólnej wędrówki, każdy z nich myśli tylko o sobie i skrywa nie do końca przyjazne zamiary. Jak zakończy się ich podróż?
Przede wszystkim walka
W tej książce na pierwszy plan zdecydowanie wychodzą bijatyki zapoczątkowywane przez bohaterów podczas wyprawy oraz ich walki z potworami stojącymi im na drodze. Opisy wyglądu tych stworzeń są dość szczegółowe, co ułatwia czytelnikowi ich wyobrażenie. Nie brakuje tu brutalnych sytuacji wywołujących u odbiorcy strach i przerażenie. Autorka takim wydarzeniom poświęciła wiele uwagi i to one dominują w całej historii. Wiekszość osób występujących w powieści to wojownicy. Możemy przeczytać tu także o magicznych mocach ziół za sprawą młodej alchemiczki – Miny. Bardzo mało jest innych wątków w powieści. Niekiedy trafiamy na zabawne sytuacje, jednak są one tak nieliczne, że prawie niezauważalne. Poznajemy też w niewielkim stopniu przeszłość kilku osób, co urozmaica w pewien sposób akcję.
Nie zabraknie także spięć pomiędzy bohaterami. Dochodzi do nieporozumień, kłótni i niemiłych sytuacji. Towarzysze darzą się wyraźna niechęcią, dlatego ciągle czułam niepewność względem ich zamiarów.
Czegoś mi tu brakuje…
Zanim zawieje wiatr to opowieść, która potrafi zaciekawić, ale nie na tyle, by całkowicie mnie pochłonąć. Podczas czytania często traciłam wątek. Momentami trudno było mi się wciągnąć w akcję. Nie czułam nieodpartej potrzeby poznania dalszej jej części. Zabrakło w niej może czegoś bardziej realnego? Zakończenie nie jest jednoznaczne i nie wiem, czy mogę spodziewać się kontynuacji… Czas pokaże, co w planach ma autorka.

Jak do tej pory nic nie słychać o kontynuacji przygód owych bohaterów.